Parafrazując znane hasło „Swarzędz drewnem stoi”, które w niedalekiej przeszłości reklamowało nasze miasto, jako miejscowość słynącą z produkcji mebli, chciałbym zwrócić uwagę naszych czytelników na fakt pogłębiającego się z roku na rok problemu zanieczyszczania środowiska i zagrożenia zdrowia ludzi na skutek spalania śmieci w domowych piecach.
Co roku w okresie jesienno-zimowym, nadjeżdżający zwłaszcza w godzinach popołudniowych od strony Poznania bądź od strony Wrześni w kierunku Swarzędza dostrzegają nagle wielkie chmury czarnego dymu unoszące się nad naszą miejscowością. Pół biedy jeżeli ich punktem docelowym jest miejsce położone w pewnej odległości od skupisk domów jednorodzinnych, gorzej gdy zamieszkują w ich pobliżu. A cóż dopiero wybrać się w naszym mieście na spacer w jasny, pogodny dzień. Wówczas zamiast świeżego powietrza nałykamy się trujących substancji z palonego plastiku, pianki, śmieci czy też innych odpadów.
Z reguły orientujemy się w układzie przestrzennym naszego miasta. Wiemy również, że w tej części kraju dominują wiatry zachodnie. Ale co to oznacza dla mieszkańców Swarzędza, zwłaszcza dla osób zamieszkujących osiedla wielorodzinne w części południowej miasta? Przede wszystkim permanentne zadymianie przez kotłownie domowe i kotłownie umieszczone w warsztatach rzemieślniczych zlokalizowanych w zabudowie mieszkaniowej i usługowej w rejonie Nowej Wsi. Są dni kiedy nie można nawet otworzyć okna by przewietrzyć mieszkanie, bo zamiast świeżego powietrza do domu dostaje się zapach palonych odpadów.
W części północnej miasta sytuacja jest o tyle lepsza, że od zabudowy mieszkaniowej zlokalizowanej po drugiej stronie jeziora Swarzędzkiego, osiedla mieszkaniowe wielorodzinne oddziela pas terenów zieleni zlokalizowanej wokół zbiornika. Dalsze tereny zabudowy jednorodzinnej i warsztatowej znajdują się na wschód od naszych osiedli, także w większości dym unoszący się z ich kominów kieruje się na wschód na wiejskie tereny gminy Swarzędz.
Kto zatem ponosi odpowiedzialność za taki stan rzeczy? Niestety, odpowiadają za niego zwykli obywatele – najczęściej mieszkańcy domków jednorodzinnych, kamienic ogrzewanych piecami kaflowymi i właściciele warsztatów rzemieślniczych, którzy w ramach oszczędności palą śmieci w piecach.
O tym, że spalanie odpadów w paleniskach domowych jest poważnym zagrożeniem dla środowiska i zdrowia ludzi wiemy od dawna. Co roku o tej porze na łamach prasy ukazują się artykuły informujące nas o szkodliwości takiego procederu. Funkcjonariusze Straży Miejskiej mają prawo wejść na teren nieruchomości prywatnych i w obecności właściciela przeprowadzić kontrolę. Za brak koszy na śmieci grozi 100 złotowy mandat. Natomiast mandat za palenie śmieci to nawet 500 zł, a grzywna w Sądzie Grodzki do 5000 zł. Według informacji prasowych, Poznańska Straż Miejska odwiedziła już dwa tysiące domów mieszkalnych i kamienic. A nasi funkcjonariusze? W osobnej zakładce Straży Miejskiej na internetowej stronie Swarzędza, można przeczytać o wynikach kontroli, nakładaniu kar na spalających odpady, likwidowaniu prywatnych ognisk z pianki, mebli, opon lub szmat, a nawet likwidacji małych, prywatnych „spalarni”, jakie niektórzy mieszkańcy tworzą w wykopanych kilkumetrowych dołach na terenie własnej posesji. Jednak jak okiem sięgnąć nadal nad Swarzędzem kłębią się „czarne chmury”. Być może kontroli powinno być jeszcze więcej lub kary bardziej dotkliwe?
A może to mieszkańcy, zamiast narzekać, powinni częściej wykręcać numer Straży Miejskiej i informować o dymie unoszącym się z pobliskiej posesji? Dla ułatwienia podajemy numery: 607 365 266 i 61 651 21 14 oraz nr bezpośredni do komendanta: 502 577 065.
Sednem sprawy jest jednak to, dlaczego mieszkańcy decydują się na spalanie śmieci w piecach? Zapewne, głównie z oszczędności. Po co wydawać pieniądze na drewno czy węgiel skoro można spalić odpady. Oszczędzają w ten sposób na surowcu opałowym i nie muszą płacić za wywóz śmieci. Niektórzy do sezonu grzewczego przygotowują się cały rok pieczołowicie gromadząc wszelkie zużyte opakowania – często tłumacząc, że tak robili od zawsze…
Nawoływanie i nagłaśnianie, że wskutek takiego działania trują siebie i swoich sąsiadów na niewiele się zdaje. Jeżeli zwrócimy komuś uwagę, zwykle słyszymy, że spalanie śmieci w piecu albo na podwórku nie różni się od spalania śmieci w spalarni. Nic bardziej mylnego, spalanie w domowych warunkach odbywa się w niskich temperaturach. To powoduje wydzielanie się mnóstwa zanieczyszczeń, w dymie z kominów możemy znaleźć całą tablicę Mendelejewa. Tlenek i dwutlenek węgla, dwutlenek siarki, metale ciężkie, kadm, chlorowodór i cyjanowodór- to tylko część szkodliwych substancji, jakie powstają przy spalaniu odpadów w przydomowych instalacjach grzewczych.
Szczególnie niebezpieczne dla zdrowia jest spalanie odpadów z tworzyw sztucznych np. butelek, worków foliowych, odpadów gumy czy lakierowanych materiałów. W wyniku spalania tego typu odpadów do powietrza dostają się rakotwórcze dioksyny, których toksyczny wpływ na zdrowie może objawić się dopiero po kilkudziesięciu latach np. w postaci chorób nowotworowych. Szkodliwe związki dostają się nie tylko do powietrza, ale również magazynują się w glebie i zbiornikach wodnych, a stamtąd już prosta droga do sieci wodnej i… naszych organizmów. W związku z coraz większą ilością spalanych śmieci w gospodarstwach domowych obserwuje się zwiększoną ilość osób chorych na astmę oskrzelową, alergiczne zapalenie skóry czy alergie pokarmowe. Raport Komisji Europejskiej informuje, że co roku na choroby wywołane złym stanem powietrza umiera 28 tysięcy Polaków.
Istotną sprawą jest też to, że spalanie wilgotnych odpadów grozi zatkaniem przez mokrą sadzę przewodów kominowych. Skutek? Cofa się tlenek węgla i może dojść do zatrucia. Często w dziennikach telewizyjnych słyszymy o kolejnych zaczadzeniach osób dorosłych i dzieci. Mało kto również wie, że wydajność energetyczna nieposegregowanych śmieci jest niewielka, a konsekwencje mogą być bardzo poważne.
Czy zatem osobom, które co roku utylizują swoje śmieci w piecach wolno narażać nasze zdrowie i zdrowie naszych rodzin, zwłaszcza dzieci? Czy chcemy by młodzi ludzie z rodzin trucicieli powietrza w przyszłości postępowali tak samo, czy żeby żyli odpowiedzialnie? Czy chcemy przyszłym pokoleniom zostawić w spadku góry odpadów i zatrute środowisko? Raczej nie. Dlatego reagujmy na zanieczyszczanie naszego środowiska. Jeśli widzimy, że z okolicznych kominów wydobywa się duszący dym, nie czekajmy aż trudno będzie nam oddychać. Poinformujmy Straż Miejską, władze Miasta lub inspektorów Ochrony Środowiska.
Przyłączmy się do akcji Fundacji Ekologicznej ARKA i niech nam wszystkim, którym zależy na naszym środowisku przyświeca hasło: „Kochasz dzieci nie pal śmieci”.